Drugi tydzień stycznia nie był już tak udany dla inwestorów jak pierwsze sesje tego roku. Co prawda wszystkie indeksy warszawskiej giełdy zamknęły tydzień na plusie, ale był to wzrost niemalże zerowy. Jedynie sWIG80 wzrósł o 1,7 proc. za sprawą 2-cyfrowych zwyżek siedmiu spółek oraz dzięki wzrostom w przedziale 5-10 proc. dziewięciu innych walorów. Wyraźnie pogorszyły się natomiast nastroje na rynkach bazowych, zwłaszcza w strefie euro. We Frankfurcie indeks DAX stracił na wartości 2,7 proc., natomiast w Paryżu tamtejszy CAC40 obniżył się od ostatniego piątku o 2,2 proc. Na tym tle nasz rynek wypadł więc całkiem nieźle, jednak w porównaniu do innych rynków naszego regionu ponownie byliśmy słabsi. W Budapeszcie BUX wzrósł o 1,4 proc., w Pradze PX50 o 2,5 proc. Największy tygodniowy wzrost o 7,9 proc. zanotowano w Rosji, jednak był to efekt odrabiania zaległości przez rynek rosyjski, który dopiero w tym tygodniu wznowił handel po przerwie świąteczno-noworocznej.
Główny wydarzeniem tygodnia miał być początek sezonu publikacji wyników amerykańskich spółek. Nie wypadł okazale. Po zakończeniu poniedziałkowej sesji w USA miedziowy gigant Alcoa pokazał stratę, podczas gdy inwestorzy oczekiwali zysku. To wzmogło nastroje korekcyjne we wtorek. Dodatkowo pogłębiła je decyzja chińskiego banku centralnego o pierwszej od 13 miesięcy podwyżce stopy rezerw obowiązkowych o 50 punktów bazowych do poziomu 16 proc. Po tej informacji DAX w ciągu kwadransa stracił 1 proc. przełamując przy tym psychologiczny poziom 6000 punktów. Nasz rynek reagował na te wydarzenia spokojnie. Większą nerwowość na parkiecie dało się zauważyć dopiero w samej końcówce tygodnia, kiedy na rynki dotarły kwartalne wyniki finansowe Intela oraz banku JP Morgan. W obu przypadkach spółki pochwaliły się wynikami lepszymi od oczekiwań, ale nie pomogły one bykom. Po piątkowej publikacji JP Morgan nastroje wyraźnie się ochłodziły i to ustawiło już atmosferę realizacji zysków w końcówce ostatniej sesji tygodnia. Negatywne sygnały dla rynków akcji płynęły w piątek także z rynku walutowego i surowcowego. Pomimo tego, że odczyt grudniowej inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych okazał się zgodny z oczekiwaniami, a na poziomie bazowym był nawet nieznacznie lepszy, przez cały dzień mocno rósł kurs dolara. Drożejący dolar ponownie tworzył presję na dolarowe carry trade i przeceniał surowce. Szczególnie mocno traciła ropa naftowa, której kurs w ciągu tygodnia spadł o blisko 6 proc.
Na naszym rynku negatywnie wyróżniały się akcje obu koncernów paliwowych PKN Orlen (-3,2 proc.) i Grupy Lotos (-2,0 proc.), a także spółki deweloperskiej GTC (-2,4 proc.), Cersanitu (-6,7 proc.) oraz Telekomunikacji Polskiej (-2,2 proc.). O kolejnym bardzo słabym tygodniu mogą mówić posiadacze akcji Polskiej Grupy Energetycznej. Walory te pozostają pod presją dużej podaży akcji spółek sektora elektroenergetycznego zapowiadanej przez resort skarbu. Oprócz spodziewanej oferty Tauronu i sprzedaży większościowego pakietu Enei, minister Grad zasugerował, że MSP może w tym roku sprzedać przez giełdę blisko 20 proc. akcji spółki, o ile „rynek okaże się wystarczająco chłonny”. Badanie tej chłonności najlepiej nie wyszło. Kurs PGE stracił kolejne 3,1 proc. schodząc do poziomu 23,15 zł. i jest coraz bliżej ceny emisyjnej 23,00 zł. Po drugiej stronie znajdowały się natomiast akcje KGHM (+2,1 proc.), którym nie przeszkadzał spadek cen surowca. Dobrze zachowywały się akcje PGNiG (+4,4 proc.) pomimo braku ostatecznego porozumienia z Gazpromem w sprawie dodatkowych dostaw gazu. Z wyjątkiem PKO BP oraz Getinu dobrze radził sobie sektor finansowy. Wisienką na torcie okazały się jednak akcje Bogdanki. Ich kurs wzrósł aż o 14,4 proc. pokonując wyraźnie dotychczasowe rekordy z października 2009 r.
Po ostatnim tygodniu przede wszystkim można powiedzieć, iż tzw. „efekty stycznia” jest póki co dość wątpliwy. Widać wyraźnie, iż popytowi starczyło sił tylko na sam początek nowego roku. Udało się wówczas wprowadzić atmosferę „efektu stycznia”, jednak kolejne sesje przynoszą już większą ochotę do realizacji zysków. Techniczne sygnały płynące z obserwacji indeksów Eurolandu, kursu EUR/USD oraz surowców nie świadczą jeszcze o definitywnym końcu tendencji wzrostowej, ale są mocnym sygnałem ostrzegającym przed rozpoczęciem większej korekty, której zresztą obecnie należy się obawiać. Nasz rynek wyraźnie czeka na rozstrzygnięcia zewnętrzne. Od samego początku roku poruszamy się w bardzo wąskiej konsolidacji ze wsparciem tuż poniżej 2430 pkt. i oporem minimalnie ponad 2480 pkt. Ramy tego kanału zostały już bardzo wyraźnie wyrysowane, więc obecnie pozostaje tylko czekać na wybicie w którąkolwiek ze stron. Ewentualne wybicie w górę powinno skutkować wzrostem WIG20 w okolice 2500-2550 pkt. Z kolei wybicie dołem wiązałoby się z ruchem w kierunku dolnego ograniczenia 5-miesięcznego kanału znajdującego się obecnie na wysokości 2345 pkt.
Komentarz:
Jacek Rzeźniczek
Główny Analityk
Secus Asset Management SA